.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Call of Duty 4: Modern Warfare - Odrodzenie serii?

Sebastian Oktaba | 24-07-2008 14:15 |

O tym jak bardzo nie chciałem skorzystać z okazji, aby zagrać w nową odsłonę Call of Duty, można napisać całkiem obszerny felieton. Broniłem się równie zaciekle, jak ojciec Tadeusz Rydzyk bronił Polski przed wejściem do Unii Europejskiej. Opór okazał się jednak bezcelowy. Okres świąteczny zmusił mnie do dłuższych posiedzeń przy komputerze z racji nadmiaru wolnego czasu oraz nieopisanej chęci odreagowania po rodzinnych posiłkach. Wcześniejszy kontakt z wersją demonstracyjną nie wzbudził we mnie przesadnego entuzjazmu, wręcz przeciwnie - całkowicie mnie zniechęcił. Jednak zaintrygowany pochlebnymi ocenami i rekomendacjami znajomych, postanowiłem zaryzykować. W końcu co mi szkodziło - powiadają, że tylko krowa zdania nie zmienia, ja krową bynajmniej się nie czuję, więc pośpiesznie nadrobiłem zaległości. Miałem, co prawda, do wyboru jeszcze odśnieżanie podjazdu, ale doznałem swoistego olśnienia, że sprawdzenie zawartości pudełka DvD z nową grą Activision, to jednak ciekawsz alternatywa dla tego zajęcia. Komputer wypacza, to prawda. Poza tym, po kilku dniach przyszła odwilż i jak się okazało trud pracy włożony w odśnieżanie byłby daremny.

Autor: Sebastian "Caleb" Oktaba

W odróżnieniu od konkurencyjnego Medal of Honor: Airbone, Call of Duty 4: Modern Warfare pożegnało okres II Wojny Światowej. Troszeczkę posmutniałem, gdy uświadomiłem sobie przykrą prawdę. „Amerykańscy Chłopcy” nie odbiją ponownie Europy z brudnych rąk hitlerowskich oprawców. Wielka szkoda, mielibyśmy co najmniej dziesiątą grę gloryfikującą ich dzielną postawę oraz bohaterskie poświęcenie w walce za Prawo i Sprawiedliwość. Ujmować zasług podopiecznym „Wuja Sama” nie zamierzam, ale patos towarzyszący niektórym tytułom przyprawiał mnie o mdłości. Słucham? Ja jestem złośliwy i ironiczny? Wypraszam sobie, chociaż przyznam szczerze, moje przesycenie wojennymi strzelaninami osiągnęło apogeum dobre kilka lat temu. Pomimo całego zaangażowania z jakim przebijałem się przez niemieckie posterunki, pewnego dnia powiedziałem stanowcze: stop! Ile można? Niemniej wielkiego polotu po nowym, odświeżonym CoD się nie spodziewałem, szczególnie gdy kolejne części znanych serii mają brzydką tendencję do kalania dobrego imienia pierwowzoru. Na szczęście życie czasami zaskakuje.

Hey, Hey, Hey to nie Ju.Es.Ej!

Skoro nasi zachodni sąsiedzi, znani z niezapowiedzianych wizyt (szczególnie w 1939), otrzymali zasłużoną emeryturę, ktoś musiał ich zmienić. Czasy mamy bardzo ciekawe, potencjalnych agresorów marzących o destabilizacji polityki międzynarodowej lub kolejnej globalnej wojnie nie brakuje. Tym razem padło na Arabskich terrorystów oraz Rosyjskich ultranacjonalistów. Małżeństwo z rozsądku, czy wyrachowania? Kolejni kandydaci do programu „Taniec z Nukami”? Blisko... Przyjrzyjmy się zatem szczegółom.

Wojna domowa w Rosji niebezpiecznie przybiera na sile. Obóz skrajnych nacjonalistów stara się przejąć władzę, co oznacza definitywny powrót dawnego reżimu. Nieubłaganie nadciąga kolejna zimna wojna. Socjopata Imran Zakhaev, przywódca ruchu buntowników pałający szczerą nienawiścią do Zachodu doskonale zdaje sobie sprawę z ewentualnej ingerencji USA i Wielkiej Brytanii. W jego schorowanym umyśle rodzi się misterny plan mający na celu zmylić siły koalicji i uzyskać trochę cennego czasu. Nawiązuje bliską współpracę z niejakim Al-Asadem, który w wyniku przewrotu zakończonego publiczną egzekucją byłego prezydenta bliżej nieokreślonego państwa na Bliskim Wschodzie przejmuje władzę. Dyktatura nie uzyskuje aprobaty Stanów Zjednoczonych. Wojska Amerykańskie w ciągu kilkunastu godzin dokonują interwencji (skąd my to znamy?). Podczas gdy oddziały US Marines wybornie bawią się na Bliskim Wschodzie, brytyjski SAS rozpoczyna tajną misję w Rosji. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy zagrożenie ataku nuklearnego staje się realne jak nigdy dotąd ... Nieunikniona wizja najbliższej przyszłości? Relacja z TVN24? Być może już wkrótce ...

Póki co, podobne historie znamy głównie z filmów i książek sensacyjnych. W grach komputerowych nie były jeszcze przesadnie eksploatowane. Odnalezienie pewnych analogii do powieści Falconera Duncana pt.: „Uprowadzenie” jest jak najbardziej na miejscu, niemniej bliżej CoD 4: MW do interaktywnego odpowiednika „Helikoptera w ogniu” niż prawdziwej literatury sensacyjnej. Studio Infinity Ward ewidentnie inspirowało się kilkoma pamiętnymi produkcjami kinematografii (oczywiście amerykańskiej), wybierając z nich najciekawsze elementy, dzięki czemu powstała produkcja niezwykle widowiskowa. Scenariusz i reżyseria grają w CoD 4 główne skrzypce, nadając całości nad wyraz atrakcyjną formę. Wir przedstawionych wydarzeń pociąga za sobą niczym betonowe buty na dno jeziora. Wątek główny jest iście hollywoodzki, szczelnie wypełniony akcją do ostatniej minuty. Wyświechtana opowiastka o zagrożeniu kolejną wojną, ewentualnie atakiem terrorystycznym została ubrana w nowe, świeże szaty dzięki doskonałej realizacji.

 

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.