Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Batman: Arkham Origins - Mroczny Rycerz powraca

Sebastian Oktaba | 04-11-2013 11:53 |

Gotham to niebezpieczna aglomeracja kontrolowana przez skorumpowanych gliniarzy, typków spod ciemnej gwiazdy oraz groteskowych kryminalistów o wybujałych ambicjach, gotowych podjąć wszelkie ryzyko, żeby zdobyć władzę lub gigantyczną fortunę bez hańbienia dłoni uczciwą pracą. Skąpane w wiecznym półmroku ulice są świadkami wielu szemranych interesów, krwawych rozbojów i aktów nieuzasadnionej przemocy, jakie paraliżują normalne życie uczciwych obywateli. Kiedy wszystkie dzieci grzecznie śpią, miasto przywdziewa upiorną maskę odkrywając swoje drugie oblicze - złowrogie, nieprzystępne i okrutne. Wówczas w bladej poświacie księżyca można dostrzec dziwną sylwetkę, która szybuje między wieżowcami niczym drapieżnik wypatrujący ofiary... Strażnik Gotham nigdy nie odpoczywa, gotów wkroczyć do akcji w najmniej odpowiednim dla przestępców momencie, czym zaskarbił sobie ich dozgonną nienawiść. Batman - dźwięk tego słowa wywołuje ciarki na plecach każdej szumowiny, bowiem spotkanie z nietoperzem oznacza zazwyczaj kres zbrodniczej kariery. Dzisiaj również noc wzywa! Mroczny Rycerz powraca w Batman: Arkham Origins, gdzie zmierzy się z najgorszymi kanaliami jakie nosiła ziemia...

Autor: Sebastian Oktaba

Batman: Arkham Origins jest trzecią odsłoną popularnego cyklu o człowieku-nietoperzu, jaki przełamał wybitnie złą passę produkcji traktujących o komiksowych superbohaterach, chociaż wcześniej wielu próbowało dokonać podobnej sztuki. Owszem, zdarzały się lepsze lub gorsze tytuły inspirowane przygodami zamaskowanych mścicieli, ale prawie wszystkie zginęły gdzieś w pomroku dziejów i lawinie przeciętności, więc postać Batmana stanowi swoisty fenomen. Wynika to prawdopodobnie ze zdrowego podejścia programistów, którzy zamiast miałkiej zręcznościówki złożonej na kolanie przed premierą kolejnego kinowego filmu, zaserwowali graczom prawdziwie wartościowy i odrębnie opracowany produkt. Skutkiem tego człowiek-nietoperz wyrobił sobie bardzo silną markę nie tylko na wielkim ekranie, ale również trwale zagościł na dyskach twardych, wyłaniając się z ciemności średnio co dwadzieścia cztery miesiące. Czy seria wciąż trzyma fason pomimo upływu czasu i niezmienionej koncepcji?

Historia przedstawiona w Arkahm Origins rozgrywa się jeszcze przed wydarzeniami znanymi z Arkham Asylum i Arkham City, zatem najnowsza odsłona perypetii Batmana jest kolejnym prequelem, potwierdzającym tendencje panujące wśród developerów. Jednak tym razem decyzja wydaje się uzasadniona. Skoro połowa szwarccharakterów została już zneutralizowana albo wysłana za kratki, w Arkham City postanowiono sięgnąć wstecz zamiast kombinować w scenariuszu, który prędzej czy później połknąłby własny ogon. Podobny zabieg z niezłym skutkiem zastosowano przecież w Tomb Raider, XCOM: The Bureau czy Deus Ex: Human Revolution. Komputerowa adaptacja tradycyjnie bazuje na oryginalnym komiksie autorstwa duetu Miller & Muzzucchelli, charakteryzującym się zdecydowaną, mroczną i bardzo klimatyczną kreską, chociaż na ekranie monitora bardziej czuć filmowe dokonania Tima Burtona. Natomiast od strony mechaniki jest to rozwinięcie pomysłów wprowadzonych w Batman: Arkham City, czyli pełnoprawny sandbox ukierunkowany na walkę bezpośrednią.

Bożonarodzeniowy wieczór powinien należeć do najspokojniejszych w roku, aczkolwiek w Gotham przestępcy nie zasiadają do wigilijnej kolacji, tylko zaczynają realizować swoje zbrodnicze fantazje. Jedną z nich okazuje się ukatrupienie Mrocznego Rycerza, którego głowę wyceniono na niebagatelne 50.000.000 dolarów. Fundator hojnej nagrody (Czarna Maska) stawia natomiast pewien warunek - Batman musi zginąć zanim wzejdzie słońce, inaczej pieniądze nieodwołalnie przepadną. Gdyby bohater został w domciu, zapalił fajkę, usiadł wygodnie w bujanym fotelu i obejrzał „Kevin sam w domu” wywinąłby gnidom numer stulecia... lecz głosu rozsądku nie posłuchał. Jego śladem ruszyło zatem ośmiu wytrawnych zabójców zdeterminowanych uczynić z Batmana trofeum nad kominkiem m.in.: Deathstroke, Bane, Deadshot i Electrocutioner. Będziemy więc musieli nie tylko rozwiązywać dość poważną zagadkę kryminalną, ochronić Gotham przed dewastacją, ale również zadbać o własne cztery litery... Fabułę na pewno można zaliczyć do mocnych punktów Arkham Origins, jakiej rozwinięcie niejednokrotnie mile zaskakuje, chociaż duża ilość aktywnych wątków bywa dezorientująca.

12
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 7

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.