.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Arcania: Gothic IV - Kastracja Bezimiennego

Sebastian Oktaba | 04-11-2010 00:12 |

Jeśli wciąż czujecie niedosyt ratowania upadających królestw, walki o lepsze jutro albo poszukiwania magicznych artefaktów mogących ocalić świat, trafiliście pod właściwy adres. Czas najwyższy spakować plecak, zabrać z kuchni nóż do masła, kilka słoików babcinych konfitur i ruszyć dziarsko w nieznane. Wszem i wobec ogłasza się bowiem, iż Arcania: Gothic IV będąca w prostej linii następcą Gothic III, oficjalnie zadebiutowała na półkach sklepowych. Czy zdoła podźwignąć brzemię własnej legendy? Pytanie pozostaje otwarte, aczkolwiek jedno jest pewne już na wstępie - oczekiwania wobec najnowszej produkcji naszych zachodnich sąsiadów były ogromne, zważywszy na niesmak, jaki pozostawiła zabugowana ostatnia część. W pewnym momencie przyszłość marki stanęła nawet pod dużym znakiem zapytania, gdy jej prawowici ojcowie zostali odsunięci od pracy przy kontynuacji. Pełni skruchy spłodzili później Risen, wyraźnie jednak nawiązując do najlepszych tradycji autorskiego cyklu. Jak w porównaniu do przyrodniego brata wypada więc Arcania? Cóż, trzeba uczciwie przyznać, że pokrewieństwa są ledwo widoczne. Bezimienny został okrutnie wykastrowany i pozbawiony elementów charakterystyczne dla oryginału. Szok? Spokojnie, korzystne zmiany również gdzieniegdzie poczyniono, chociaż czwarty Gothic ortodoksyjnych fanów raczej nie zachwyci...

Autor: Caleb - Sebastian Oktaba

Każdy prawdziwy entuzjasta komputerowego role-playing, który gustuje również w heroic-fantasy, zapewne miał styczność z jakąś odsłoną Gothic. Obok tytułów opartych na licencji Dungeons & Dragons oraz kolejnych The Elder Scrolls, seria stworzona przez studio Piranha Bytes była przecież swego czasu jasną gwiazdą na firmamencie gatunku. Dobra passa oraz przychylność gawiedzi minęły wraz z premierą naszpikowanej błędami oraz straszącej wymaganiami sprzętowymi „trójki”. Nawet dziś, przeszło cztery lata po premierze i wydaniu kilkunastu poprawek Gothic III (LINK do artykułu na PPC) wciąż kuleje. Tytaniczny wysiłek jakiego dokonali fani za sprawą Community Patch sytuację poprawił, ale całkowite uzdrowienie okazało się niemożliwe. Czarę goryczy przelał nieprzyzwoicie słaby dodatek zatytułowany przewrotnie Zmierzch Bogów (nie mylić ze Zmierzchem Bugów!), co poważnie rozsierdziło graczy. Dlatego produkcję Gothic IV powierzono ekipie Spellbound (m.in.: Desperados), aby nieco oczyścić gęstą atmosferę i spróbować odbudować zaufanie klienteli. Dwanaście miesięcy temu pisząc recenzję Risen (LINK) zastanawiałem się, jak będzie wyglądać Arcania. Obstawiałem, że bardzo podobnie... i nie miałem racji. Zamiast pełnokrwistego cRPG wyszedł natomiast rozbudowany, przyjemny oraz dość klimatyczny... hack'n'slash. Maniacy Gothic zazgrzytali pewnie zębami, ale zanim zapadanie werdykt warto rzucić okiem na całokształt, począwszy od fabuły...

Akcja Arcanii rozpoczyna się dekadę po wydarzeniach przedstawionych w Zmierzchu Bogów, kiedy to Bezimienny bohater został królem Myrtany. Przybrawszy imię Rhobar III zasiadł dumnie na tronie... acz zamiast pokoju ponownie skąpał kontynent we krwi oraz pożodze. Skoro facet awansował w hierarchii społecznej wydaje się oczywiste, że nie możemy już dalej kierować jego losem - ten rozdział historii nareszcie zamknięto. Potrzebny był więc zupełnie nowy chojrak jeszcze nie posiadający równie bogatego CV i bagażu doświadczeń. Wybór padł na śniącego koszmary o końcu świata świniopasa... och, pardą... pasterza, któremu los spłatał potwornego figla. Mieszkając na peryferiach wyspy Feshyr, gdzie wojna nigdy wcześniej nie zaglądała, chłopak snuł plany o założeniu rodziny. Wybranka serca przyjęła nawet oświadczyny, pierścionek się znalazł, ojciec dał zielone światło i nagle... SRU! Pewnego dnia wioskę najeżdżają zbrojni Rhobara III, mordując wszystkich jak popadanie wyłączając oczywiście głównego herosa - zanim przybywamy z odsieczą, wróg odpływa w kierunku zachodzącego słońca. Pozostaje tylko ruszyć w pościg za oprawcami, aby wymierzyć gnidom należną sprawiedliwość! I oto prosty rolnik staje się mścicielem, okazując zarazem wybrańcem opatrzności i jedyną nadzieją ludzkości. Klasyczna formuła od zera do bohatera plus przewidywalny scenariusz, to zbyt banalne połączenie, żeby zaskoczyć wyjadaczy? Pewnie, ale producentom gier najwyraźniej taki stan rzeczy nie przeszkadza...

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 4

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.