.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja Alien Breed: Impact - Kosmiczna breja

Sebastian Oktaba | 22-06-2010 12:26 |

Prawie dwadzieścia lat temu świat gier wyglądał zupełnie inaczej, czego pewnie wielu czytających niniejszy artykuł zwyczajnie nie może pamiętać - byli wówczas zbyt młodzi. Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych bezsprzecznie należała do Amigi, która długo toczyła zażarty bój z pecetami o względy graczy. Każdy kto posiadał model „600” mógł z podniesioną głową recytować listę hitów ze swojej kolekcji, czując zazdrosne spojrzenia kolegów. Szkoda, że czasy świetności oldschoolowych shooterów, przygodówek typu point & click czy dwuwymiarowych mordobić przeminęły - teraz są tylko reliktami przeszłości. Kilka znanych marek gdzieś się przy tym zawieruszyło, ale nie brakuje inicjatyw mających na celu ich wskrzeszenie. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy porządnym odświeżeniem, a reanimacją cuchnącego padliną trupa. Oczywiście, najlepiej jeśli za remake biorą się twórcy oryginału, co zwiększa szansę na udany powrót, choć go nie gwarantuje... czego właśnie jesteśmy świadkami. Podtytuł najnowszej odsłony Alien Breed jasno sugeruje, że możemy spodziewać się nie lada „uderzenia”, czyli parafrazując - solidnego kopa. Niestety, gra okazuje się marną namiastką legendarnego przodka, któremu nie jest godna nawet butów pucować. Gdybym miał sposobność, owego kopniaka w cztery litery zasadziłbym autorom tej nudnej jak flaki z olejem szmiry. Dołączyłbym jeszcze pozdrowienia od osób pamiętających odrobinę lepiej epokę Amigi, niż obecna ekipa Team 17! Brzmi źle? Będzie znacznie gorzej... Jeżeli chcecie czytać dalej, nie będę Was zniechęcał, ale robicie to na własną odpowiedzialność...

Autor: Caleb - Sebastian Oktaba

Alien Breed uchodzi wśród posiadaczy „Amisi” za pozycję niemalże kultową, często wymienianą jako najlepszy shooter na platformę Commodore. Pierwsza odsłona serii ukazała się w zamierzchłym 1991 roku, szybko zyskując sympatię gawiedzi rozkochanej w filmach Alien(s). Lokacje w jakich rozgrywała się akcja oraz wygląd potworów nie pozostawiają złudzeń, skąd programiści Team17 czerpali inspiracje. Spustoszona baza kosmiczna gdzieś w odległej galaktyce wypełniona kuzynami xenomorphów, stanowi zresztą wymarzony oraz uniwersalny przepis na ostrą rzeźnię. Ludzie to pokochali, dlatego ledwo rok po premierze „jedynki” ukazało się Alien Breed Special Edition 92, następnie zaatakowało Alien Breed 2 The Horror Continues i Alien Breed Tower Assault. Cechą charakterystyczną wszystkich dotychczas wydanych gier spod znaku „Obcej Rasy” (tj. do roku 1994) był widok z góry, często stosowany w strzelaninach zanim Id Software wyznaczyło nowy kierunek rozwoju gatunku swoim Wolfenstein oraz Doom. Amiga długo czekała na tytuł zdolny konkurować z megahitem Johna Carmack'a, co stało się w 1995 roku za sprawą Alien Breed 3D. Pierwszy FPS z prawdziwego zdarzenia dla wielkiego „A” grafiką nie powalał, aczkolwiek ujmował gęstą atmosferą i grywalnością. Wracając do tematu, oryginalny Alien Breed doczekał się pokaźnego grona mniej lub bardziej udanych naśladowców m.in.: Shadowgrounds. Jak na ironię wersja od Team17, czyli ojców sukcesu pradziadka, zalicza się do tych najgorszych...

Zacznijmy od fabuły, może niezbyt wysublimowanej, niemniej w zupełności wystarczającej na potrzeby tego typu produkcji. Alien Breed sprzed dwóch dekad skomplikowanym scenariuszem nie grzeszył, stąd wygórowane oczekiwania względem Impact byłyby bezpodstawne. Historia jest więc prosta jak budowa przysłowiowego cepa i zgodna z duchem cyklu. W postaci inżyniera-żołnierza zmierzamy w kierunku posępnej stacji orbitalnej, zupełnie nieświadomi czekającego nas zagrożenia. Gdy nareszcie docieramy na miejsce zastajemy obiekt w rozsypce oraz resztki personelu technicznego, jakimś cudem ocalałego z masakry. Co się stało? Obcy postanowili uwić sobie w naukowo-badawczej bazie przytulne gniazdko, nie pytając wcześniej nikogo o zgodę. Oburzeni tym faktem chwytamy za giwerę i ruszamy ciasnymi korytarzami, aby siać śmierć oraz zniszczenie... To tyle, proszę się rozejść... Remake pozostaje wierny pierwowzorowi, choć trzeba przyznać, że twórcy mogli odrobinę rozwinąć pewne wątki. Co ciekawe, zamiast renderowanych lub generowanych na silniku gry scenek, przed każdym rozdziałem raczeni jesteśmy kilkoma arkuszami rysowanego luźną kreską komiksu. Wprawdzie przerywniki z Alien Breed Impact nie dorównują kunsztem artystycznym Max Payne czy Mirror's Edge, to w kontekście mizernej całości wypadają nieźle.

Twoja ocena publikacji:
0
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 3

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.