Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
 
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Recenzja A Vampyre Story - Wampiry bez zębów

Sebastian Oktaba | 17-04-2009 14:29 |

Księżyc świeci, wąpierz leci

Mona, główna bohaterka, nie jest klasycznym przykładem bezdusznego krwiopijcy. Nieszczęśliwemu i naiwnemu dziewczęciu, chcącemu spełniać swoje artystyczne ambicje staje na drodze śmierć i w tym tkwi sedno problemu. Nie do końca chyba zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Sam fakt, że krew określa mianem „wina”, świadczy o tym, że nie akceptuje pewnych fizjologicznych symptomów bycia nieumarłym. Zresztą, ciężko ją posądzać o jakiekolwiek niegodziwe czyny - naprawdę dziwny przypadek. Na szczęście jej nieodzowny partner Froderyk, jak na mówiącego nietoperza przystało, zawsze poratuje stosownym komentarzem do okazji i dobrą radą. Trzeba chłopakowi przyznać, że ma gadane i szybko zrozumiemy jak wplątał się w kilka paskudnych spraw. Ten typ najwyraźniej tak ma. Generalnie cała gra został utrzymana w kreskówkowo-komediowej konwencji, czego najlepszym przykładem jest oprawa wizualna A Vampyre Story. Od razu budzą się skojarzenia z twórczością Tima Burtona na czele z „Żukosoczkiem” czy „Gnijącą panną młodą” oraz starusieńką grą Medievil (PSX). Charakterystyczne poskręcane drzewa, latarnie z wydrążonej dyni, różne odcienie fioletu, upiorny makijaż postaci czy ogromny księżyc w kształcie rogala znajdziemy także tutaj. Utrzymana w gotyckiej i pseudo posępnej aranżacji produkcja, z pewnością spodoba się fanom reżysera. Chociaż nie jest tak zakręcona jak jego filmy, groteskowy klimat został mocno nakreślony. Życie wampira ukazane w odrobinę krzywym zwierciadle, to wszak rzadkie zjawisko (pomijając „Dracula - Wampiry bez zębów”). Może z przedstawionej opowieści nie płynie uniwersalne przesłanie, ani nie doszukamy się tu głęboko skrytego morału, lecz nie jest też pozycja „głupiutka”.

A Vampyre Story wręcz kipi od dowcipów. Pomijając już dziesiątki najróżniejszych odniesień do mitów na temat dzieci nocy, podczas zabawy spostrzegawczy gracz dostrzeże wiele zakonspirowywanych, jak i zupełnie jawnych, żarcików. Nieważne czy będzie to książka „Wywiad z tapirem”, leżąca na zakurzonej półce, czy dyskretne aluzje odnośnie Frankensteina. Ze znajdowanych strzępków informacji można wywnioskować także, że sprawca całego bałaganu Szprytek von Kiefer najwyraźniej cierpi na kompleks Edypa. Spotkamy także wiele, świetnie przygotowanych i nietuzinkowych, indywiduum. Szef gangu szczurów przemawia głosem dziwnie kojarzącym się z „Chłopakami z ferajny” i taki też cwaniaczkowy styl życia reprezentuje. Z kolei gargulec ma obsesję na punkcie czystości, chociaż cały czas pewien stary kruk mu to utrudnia. Sami zgadnijcie w jaki sposób i czym. Czasami nadarzy się nawet sposobność konwersacji z przedmiotem pozornie martwym, ale przecież w grze przygodowej wszystko jest możliwe. Nieźle uśmiałem się, gdy Mona wypytywała Żelazną Dziewicę, i mam tu na myśli wyłącznie narzędzie do tortur, ile można na takim stanowisku zarobić. Podczas debaty z nieco wystraszoną fontanną o imieniu Ozzy, Froderyk bez zażenowania stwierdza, że ten jegomość musiał pić jeszcze coś prócz wody. Co najlepsze, podejrzenia te wcale nie były bezpodstawne. Gdzieś w gagach przewinie się też postać jakiegoś dzieciaka w okularach, podobno czarodzieja. Myślę iż już wystarczy przykładów, a przecież nie ma sensu zdradzać co lepszych smaczków. Zaznaczyć przy tym należy, że gra wcale nie została skierowana tylko do młodszych graczy. Zdecydowanie polecałbym ją właśnie starszym wyjadaczom, którzy całe wieki temu porzucili nadzieję na zagranie w zupełnie nowego oldschool'owego point and click. Co prawda, można się przyczepić, że część dowcipów i komentarzy wymaga szerokiego obeznania z subkulturą, ale czy to wada? Chociaż zdarzają się też żarty „betonowe”, poczucie humoru w wykonaniu A Vampyre Story zaliczam na duży plus.

Sterowanie, jak to zwykle w przygodówkach bywa, niemal w całości opiera się na myszce. Dobrym pomysłem okazało się wprowadzenie automatycznego przewinięcia sceny. Nie musimy więc dwudziesty raz oglądać jak Mona przemierza tę samą lokację, tylko naciskamy klawisz i przechodzimy dalej. Oszczędza to nam czasu i nerwów. Sam interfejs jest prosty i niezwykle intuicyjny. Wystarczy kliknąć na dowolnym przedmiocie lub postaci, a naszym oczom ukaże się „krzyżakowe” menu interakcji. Interesujący obiekt można między innymi obejrzeć, zagadać doń lub zabrać. Warto zawsze sprawdzić wszystkie możliwości. Co ciekawe, większych przedmiotów Mona ze sobą nie dźwiga. Zostają one dodane do inwentarza, lecz jako swego rodzaju notatka. Później wystarczy wybrać odpowiednią ikonkę, a nasi bohaterowie automatycznie udadzą się do miejsca gdzie go wcześniej znaleźli. Dzięki temu unikamy syndromu „kieszeni bez dna”, jednocześnie nie będąc zmuszanym do tworzenia własnych zapisków. W końcu człowieka potrafił szlag trafić, gdy wie już czego użyć lecz za żadne skarby świata nie może sobie przypomnieć, gdzie to znaleźć. Rolę plecaka pełni mała, poręczna i wyściełana pluszem ... trumna. Wygląda dość estetycznie, miejsca w niej nie brakuje i idealnie pasuje do reszty. Mona, jak na prawdziwego wampira przystało, potrafi także zmieniać się w nietoperza. Zdolność o tyle przydatna, że niektóre miejsca są niedostępne drogą lądową. Żeby dostać się do starej wieży lub zakamarka ukrytego gdzieś pod sufitem, niezbędne okaże się właśnie wykorzystanie skrzydeł.

0
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 0
Ten wpis nie ma jeszcze komentarzy. Zaloguj się i napisz pierwszy komentarz.
x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.