Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Lords of the Fallen to polski Dark Souls, tylko lepszy! Recenzja

Sebastian Oktaba | 29-10-2014 12:55 |

Polska odpowiedź na Dark Souls - takim mianem ochrzczono Lords of the Fallen kiedy pierwsze materiały graficzne ujrzały światło dzienne, zdradzając ogólne założenia i szczyptę klimatu nadchodzącej produkcji. Rodzima ekipa szybko potwierdziła, że przygotowuje wymagającą zręcznościówkę osadzoną w realiach mrocznego (nieco słowiańsko-pogańskiego) fantasy, gdzie niepodzielnie rządzą potwory znające wyłącznie język magii i miecza. Liczne podobieństwa do wspomnianego Dark Souls okazały się zresztą nieprzypadkowe, bowiem twórcy bez zbędnego zażenowania przyznali, iż kultowe dzieło japończyków zostało ich główną inspiracją. Czy Lords of the Fallen będzie równie frustrujące oraz enigmatyczne? Tego dowiemy się niebawem...

Autor: Sebastian Oktaba

Lords of the Fallen jest owocem ścisłej współpracy zespołów CI Games oraz Deck 13, których poczynania koordynował Tomasz Gop, współtwórca sukcesu obydwu Wiedźminów. Opuszczając szeregi CD Projekt Red zaraz po debiucie Zabójcy Królów sporo ryzykował, ale błyskawicznie znalazł sobie odpowiednie zajęcie. Towarzystwo wydawało się jednak mniej prestiżowe. CI Games to przecież dawne City Interactive znane głównie z produkcji niskobudżetowych, czasami wręcz dramatycznie słabych. Kojarzycie osławione serie Wolfschanze, Code of Honor tudzież Terrorist Takedown? Wszystkie były tanimi podróbami popularnych strzelanin pierwszoosobowych, zwykle wypadającymi poniżej średniej lub wręcz zaniżającymi standardy gatunku. Nawet szumnie reklamowany Sniper: Ghost Warrior II okazał się wydmuszką pełną fatalnie zaimplementowanych rozwiązań, kardynalnych błędów i nudnych zagrywek, gdzie największy nacisk położono na... kampanię reklamową. Tomasza Gopa trudno posądzić o niekompetencję, ale trzeba również postawić pytanie - czy jedno nazwisko jest wystarczającą gwarancją jakości dla przedsięwzięcia wartego 32 miliony złotych?

Deklarację stworzenia konkurenta Dark Souls przyjąłem z umiarkowanym entuzjazmem, ponieważ osobiście byłem nim rozczarowany. Przeszedłem wprawdzie większość kampanii, ale przygodę zmuszony byłem zakończyć zanim nastąpiło szczęśliwe rozwiązanie fabuły. Wbrew pozorom nie chodziło o nadmiernie wyśrubowany poziom trudności, który rzeczywiście odpychał mniej zdeterminowanych graczy, tylko kwestie stricte techniczne nękające pecetowe Dark Souls. Konwersja była encyklopedycznym przykładem fuszerki, gdzie developer wykazał się wyjątkową ignorancją pozwalając na wypuszczenie równie niedopracowanego produktu. Toporne sterowanie, nieprecyzyjna kamera i konsolowy interfejs skutecznie zniechęcały do zabawy. Może intencją było zawieszenie poprzeczki jeszcze wyżej? Trudno powiedzieć, ale wolałbym uniknąć podobnych kwiatków w przypadku Lords of the Fallen, które odważnie podąża ścieżką wydeptaną wcześniej przez japońskie konsorcjum odpowiedzialne za Dark Souls. Ścieżką zawiłą i wymagającą...

Zasiadając przed monitorem wchodzimy do mrocznej krainy opanowanej przez demoniczne kreatury - wyludnionej, niebezpiecznej i pozbawionej nadziei. Okoliczności przyrody niezbyt zachęcają do zwiedzania? Jeśli wierzyć legendom najgorsze dopiero nadciąga. Plugawe bóstwo uśmiercone przed wiekami właśnie zmartwychwstało, rekrutując armię nikczemników gotowych wymordować resztkę bezbronnych mieszkańców, aby następnie wprowadzić nowe porządki. Nadzwyczajna sytuacja wymaga specjalnych środków zapobiegawczych - najlepiej cnotliwego farysa o czystym sercu, nieskalanym honorze i pewnej ręce... Takowego w czasach zwątpienia znaleźć niełatwo, zwłaszcza wśród tchórzliwego rycerstwa, wyniosłej szlachty, gnijących trupów oraz zniedołężniałych kleryków. Nieoczekiwanie ostatnią nadzieją ludzkości zostaje tajemniczy Harkyn, mężczyzna którego pochmurną twarz przyozdabiają starannie wydziergane tatuaże charakterystyczne dla grzeszników skazanych za najcięższe przewinienia... Bajeczka o łajdaku odkupującym winy podchodzi banałem, ale lokalnej metody resocjalizacji nie negujmy - bohaterowie z przymusu są przecież najlepsi :)

31
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 34

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.