Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Bezlitosna recenzja Watch Dogs, który nie sprostał oczekiwaniom

Sebastian Oktaba | 03-06-2014 09:12 |

Odkąd na poważnie zajmuję się branżą gier komputerowych widziałem różne fenomeny, ale zamieszanie jakie towarzyszyło Watch Dogs przekroczyło granice zdrowego rozsądku, czemu pośrednio winni są nadgorliwi dziennikarze. Najnowsza produkcja Ubisoftu praktycznie zdominowała branżowe media, publiczność żywo komentowała każdą rewelację, wszyscy uczestniczyliśmy w starannie wyreżyserowanym spektaklu. Jeszcze chwila i zaglądając do lodówki zobaczyłbym na kiełbasie lub jajkach znajomy logotyp. Cóż... Watch Dogs chyba przedwcześnie okrzyknięto pogromcą Grand Theft Auto, który skutecznie wypełni pustkę na next-genach i pecetach spowodowaną osieroceniem tychże platform przez krnąbrne Rockstar. Jednak sandbox jest niezwykle trudnym gatunkiem do okiełznania, wymagającym tony dobrych pomysłów oraz szalonej kreatywności ze strony programistów, aby grającego nie zanudzić schematycznością. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, natomiast po premierze balonik napompowany obietnicami pękł z hukiem ukazując smutną prawdę. Raczej nie tego się spodziewałem po next-genie. Czy miliony dolarów zainwestowane w kampanie reklamowe i proces dewelopingu zostały zmarnowane? Niniejsza recenzja Watch Dogs wyjaśni to dobitnie nie zostawiając na murowanym hicie Ubisoftu suchej nitki.

Autor: Sebastian Oktaba

Gra nowej generacji... technologiczny killer wszech czasów... Watch Dogs... bla, bla, bla... słuchanie tych dyrdymałów powoli stawało się uciążliwe, szczególnie gdy patrzyłem na kolejne materiały pokazujące coraz bardziej okrojoną oprawą graficzną. Ubisoft nerwowo tłumaczyło, że przedstawiają niekompletne wydanie na konsole starszej generacji, ale dziwnym trafem nie wyciekały absolutnie żadne filmiki potwierdzające poziom grafiki z trailera opublikowanego podczas targów E3 2012. Powoli dochodziłem do wniosku, że francuski koncern szykuje milionom rozentuzjazmowanych graczy przykrą niespodziankę, którzy uwierzyli w bajeczkę o przepięknej grafice. Częściowo rozumiem zdesperowanych pecetowców i użytkowników next-genów. Postępowanie Rockstar sprzyjało budowaniu legendy Watch Dogs mającego kopnąć Grand Theft Auto V centralnie w cztery litery, odebrać mu zwolenników i usadzić nieopierzoną jeszcze markę na tronie króla sandboxów. Ambitne założenia nieprawdaż? Teraz przyszedł moment rozliczenia Ubisoftu z zuchwałych przechwałek, koniec wciskania marketingowego bełkotu, surowo oceniam efekt ponad półtorarocznego karmienia mnie obietnicami. A głodny jestem że oho-ho!

Watch Dogs przed debiutem często nazywano połączeniem Grand Theft Auto i Assassin's Creed z lekką domieszką Deus Ex: Human Revolution, co brzmiało zaiste (zbyt) obiecująco. Oznaczało to nieskrępowaną swobodę ruchu, wybór pomiędzy ostrą rozwałką lub skradaniem, a także majstrowanie przy sprzęcie posiadającym podzespoły elektroniczne. Pobożne życzenia? Akurat sandbox jest wystarczająco chłonnym gatunkiem, gotowym do pomieszczenia najbardziej skrajnych rozwiązań, że pomysł wydawał się możliwy do zrealizowania przy sprzyjających wiatrach. Gawiedź oczami wyobraźni widziała już tytuł niemalże idealny, a skoro klasowa konkurencja w postaci Grand Theft Auto V istnieje tylko na Xbox 360 i PlayStation 3, łyknęła przynętę niczym alkoholik pięćdziesiątkę. Niespełnione obietnice bolą najbardziej. Ubisoft posiada wprawdzie pod swoimi skrzydłami serie Assassin's Creed i Far Cry, będące w gruncie rzeczy sandboxami, ale współczesne klimaty nigdy nie należały do kręgu jego zainteresowań. Chyba tak powinno zostać, gdyż nawiązanie równorzędnej walki z Rockstar to zadanie przerastające ich kompetencje. Watch Dogs zwyczajnie nie udźwignęło własnego ciężaru. Zacznijmy jednak od podstaw...

Aiden Pearce jest profesjonalnym hakerem, tylko wbrew stereotypowi nie przesiaduje w zaciemnionym pomieszczeniu, oglądając zdjęcia roznegliżowanych laseczek pomiędzy transferami plików. Czapeczka z daszkiem, długi płaszcz, ręce schowane w kieszeniach - trudno określić go mianem pospolitego geeka komputerowego. Zamiast tego aktywnie uczestniczy w akcjach terenowych. Ktoś przecież musi podejść wystarczająco blisko, żeby nawiązać połączenie inicjalizujące procedurę. Stosunkowo szybka, prosta oraz opłacalna robota. Do czasu... Jedno z rutynowych zleceń nieoczekiwanie się komplikuje, sprowadzając na rodzinę Aidena gniew wpływowej grupy poruszonej tym faktem, jakim usługi tajemniczego mężczyzny przestają być potrzebne. Odtąd główny bohater pozostaje na marginesie społeczeństwa poszukując zemsty i odpowiedzi na pytanie - dlaczego? Zamaskowany mściciel krąży ulicami Chicago, utrzymuje kontakty z anarchistycznymi bojówkami oraz szemranymi typkami, żyjąc nadzieją dorwania sprawców zamieszania... I nagle jest! Poszlaka prowadząca wprost do kogoś powiązanego z wydarzeniami sprzed jedenastu miesięcy, otwierająca nowy rozdział w dramacie z udziałem pana Pearce'a.

Jakie wymagania Watch Dogs? Duże! Test kart graficznych i procesorów

3
Zgłoś błąd
Sebastian Oktaba
Liczba komentarzy: 36

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.