Zgłoś błąd

X

Zanim wyślesz zgłoszenie, upewnij się że przyczyną problemów nie jest dodatek blokujący reklamy.

Typ zgłoszenia
Treść zgłoszenia
Twój email (opcjonalnie)
Nie wypełniaj tego pola
.
Załóż konto
EnglishDeutschРусскийFrançaisEspañol中国

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7

Arkadiusz Bała | 11-12-2016 22:00 |

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7Pamiętam jak testowałem Samsunga Galaxy Note7. Był to mój pierwszy smartfon opisany na PurePC i bardzo mi przypadł do gustu, o czym zresztą można przeczytać w odpowiednim artykule. Miałem go u siebie jeszcze kilka dni po publikacji testu. W pamięć zapadł mi zwłaszcza ostatni wieczór, kiedy siedząc przed komputerem postanowiłem go na chwilę podładować. W pewnym momencie od strony urządzenia dobiegł mnie dziwny syk. Potem wszystko działo się błyskawicznie: huk, błysk, w miejscu gdzie przed chwilą leżał Note7 płomienie, okno wybite, a fotel właśnie zaczynał płonąć. Na całe szczęście straż przyjechała szybko, a mi ani żonie nic się nie stało. Problemem było początkowo wyjaśnić całą sytuację właścicielce mieszkania i dogadać się w sprawie remontu. Na szczęście po kilku miesiącach nawet ona zrozumiała, że Samsungi po prostu wybuchają. W końcu tak mówili w telewizji.

Autor: Arkadiusz Bała

Opisana powyżej sytuacja to na całe szczęście jedynie fikcja literacka i nigdy nie miała miejsca. Ja żyję, mieszkanie jest całe, a Note7 został po skończeniu testów grzecznie odesłany w jednym kawałku. Mimo to podobnych historii w internecie można przeczytać całkiem sporo. Bardzo często towarzyszą im działające na wyobraźnię zdjęcia stopionego telefonu, a w bardziej skrajnych sytuacjach także zniszczonych w wybuchu przedmiotów czy nawet oparzeń na ciele. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że są to przypadki, które naprawdę miały miejsce. Samsung Galaxy Note7 rzeczywiście wiele razy ulegał samoczynnemu zapłonowi. Stanowił przy tym zagrożenie dla klientów na niespotykaną dotąd skalę. Zresztą świadczyć może o tym fakt, że producent pod wpływem całej sytuacji zdecydował się na wycofanie jednego ze swoich najważniejszych modeli z rynku. Trudno odpowiednio zobrazować drastyczność takiego posunięcia, ale porównanie do amputacji dłoni daje jakieś wyobrażenie.

Samsung Galaxy Note7 wiele razy ulegał samoczynnemu zapłonowi stanowiąc przy tym zagrożenie dla klientów na niespotykaną dotąd skalę.

Ten precedens stał się oczywiście obiektem zainteresowania mediów i to także takich, które do tej pory z branżą IT wiele wspólnego nie miały. Budził także mnóstwo emocji wśród zwykłych użytkowników, którzy nagle nieufnie zaczęli patrzeć na smartfony, które stanowią nieraz nieodłączny element ich codzienności. Nawet większość linii lotniczych wprowadziła zakaz wnoszenia tego jednego konkretnego modelu telefonu na pokłady samolotów. Tak w skrócie można stwierdzić, że zapanowały panika i chaos. Teraz jednak od sprawy minęło kilka miesięcy, a kurz i emocje zdążyły opaść. To dobry moment, żeby zastanowić się co tak właściwie się stało i co zmieniło się pod wpływem afery z Note7.

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7 [4]

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie oświadczenie, które jakiś czas temu Samsung opublikował w USA. Przypomniał w nim, że problemy z samozapłonem dotyczyły tylko i wyłącznie modelu Note7, natomiast obie wersje S7 są w pełni bezpieczne. Przez ponad pół roku od premiery obecnego flagowca Koreańczyków nie było doniesień o jego wybuchaniu (przynajmniej nie więcej niż w wypadku każdego innego modelu), a producent nagle wydaje taki komunikat? Podejrzane, prawda? Niekoniecznie. Cała sytuacja po prostu idealnie obrazuje jak niewiele dziś trzeba by stworzyć uliczną legendę. Ludzie nie chcą sprawdzać informacji i nie potrafią logicznie analizować faktów. Zamiast tego chętnie wierzą w spiski. Z tego powodu wraz z wybuchem afery z Note7 nagle pojawiły się głosy, że przecież S7 też wybucha, tylko zła i niedobra wielka korporacja starała się to ukryć dla własnej korzyści. W takim razie jeśli się jej to udawało przez pół roku obecności S7 na rynku, czemu o problemach Note7 usłyszeliśmy zanim jeszcze dobrze nie trafił do sprzedaży? Tego pytania wiele osób nie raczyło sobie nawet zadać.

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7 [2]

Takie podejście wśród wielu osób działa na mnie troszeczkę jak płachta na byka. Nie, nie dlatego, że mam już dość drętwych żartów o wybuchającym Samsungu Galaxy Note7 (choć to też). Bardziej dlatego, że ukazują ignorancję ludzi, jeśli chodzi o otaczającą ich na co dzień technologię, a w szerszym kontekście - także otaczający ich świat. Przed aferą z Note7 mało kto zdawał sobie sprawę, że smartfon w ogóle może wybuchnąć. Obecnie nadal niewiele osób ma świadomość, że tak samo może teoretycznie wybuchnąć każdy inny telefon zasilany akumulatorem. Jasne, nie każdy posiada wadę konstrukcyjną niczym ten felerny Samsung, ale w ilu z nich siedzi spuchnięta bateria niewiadomego pochodzenia? Ile z nich jest na noc podłączanych do najtańszej ładowarki, jaka była w sklepie? Ile z nich wcześniej kilkanaście razy spotykało się z chodnikiem albo wpadło do wody? Odsetek pewnie jest większy niż eksplodujących Note'ów i też potencjalnie stanowią zagrożenie, a mimo to ludzie nie patrzą na nie ze zgrozą ani nikt ich nawet nie sprawdza przed wniesieniem na pokład samolotu. Problem dostrzegam tutaj przede wszystkim w tym, że nie widzę ogólnej refleksji nad tymi kwestiami. Ludzie często nie zadają sobie pytania "Dlaczego?" tylko obwiniają "wybuchające Samsungi".

Ludzie często nie zadają sobie pytania "Dlaczego?" tylko obwiniają "wybuchające Samsungi".

Tak samo martwi mnie jak dużymi uproszczeniami kierujemy się, kiedy próbujemy oceniać poszczególne marki oraz oferowane w ich ramach produkty. To także bardzo dobrze widać na przykładzie tej sprawy. Wielokrotnie rozmawiając ze znajomymi słyszę dziś, że Samsung jest dla nich skreślony. Dlaczego? No właśnie dlatego, że "produkuje wybuchające smartfony". W zasadzie argumentacja nie brzmi źle i troska o bezpieczeństwo swoje oraz osób w najbliższym otoczeniu jest godna pochwały, tylko znowu boli tutaj brak jakiejkolwiek refleksji. Idąc bowiem tym tokiem rozumowania, to jedna wpadka producenta powinna go automatycznie przekreślać na przyszłość. Nikt już nie powinien wierzyć w deklarowane przez NVIDIĘ specyfikacje kart graficznych, a iPhone'ów nie należy brać, bo każdy kolejny może się wyginać albo tracić zasięg przy złym chwycie. Mimo to te przypadki klienci dość szybko puścili w niepamięć. Do tego doświadczenie uczy, że żadna poważna korporacja nie pozwoli sobie na taką skuchę dwa razy. To po prostu zbyt dużo kosztuje. Samsung wystarczająco boleśnie się o tym przekonał, kiedy został zmuszony do wycofania z rynku Note7, a mnóstwo jego potencjalnych klientów przejęło Apple.

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7 [1]

Oczywiście to nie jest tak, że klienci są źli i szkalują biednego Samsunga. W końcu doszło do kilkuset przypadków samozapłonu w ciągu miesiąca. Nawet jeśli to tylko promil wśród ponad dwóch milionów sprzedanych egzemplarzy to ciągle pozostaje kilkaset osób, których zdrowie i życie znalazło się w stanie zagrożenia z powodu jednej wady konstrukcyjnej. Tylko właśnie - wady. Wiadomo, że zdarzają się one każdemu - sam przed chwilą przytoczyłem przykład smartfonów Apple - jednak większość ludzi żyje zwykle w przekonaniu, że w wypadku tak ważnych kwestii jak bezpieczeństwo po prostu nie mogą mieć miejsca. Przecież wszystkie urządzenia są pod tym kątem dokładnie sprawdzane. Jak jednak udowodnił nam Note7, po prostu nie ma idealnych procedur kontrolnych, tak jak nie ma korporacji i urządzeń, które nie byłyby na wady podatne. W końcu skoro coś takiego przydarzyło się molochowi, jakim jest Samsung, i to w jego flagowym modelu, to co z wszystkimi małymi chińskimi firemkami oszczędzającymi na czym się da? No właśnie - nie znamy dnia ani godziny. Pozostaje jedynie pytanie, czy tej konkretnej wady dało się w tym przypadku uniknąć? Jeśli tak, to mam nadzieję, że osoby winne całej sytuacji poniosą za nią odpowiedzialność, a cała reszta będzie miała odpowiednią nauczkę.

Legenda o wybuchającym smartfonie - Samsung Galaxy Note7 [5]

Niestety nie mamy jeszcze 100% pewności co do przyczyny awarii w Note7, ale wiele wskazuje na to, że rzeczywiście mogło dojść do błędu człowieka. Początkowo uważano, że winne były baterie produkowane przez Samsung SDI. Ta hipoteza okazała się jednak błędna. Koreańczycy prowadzą w tej sprawie oczywiście swoje dochodzenie, którego wyniki powinniśmy poznać jeszcze w tym miesiącu (może nawet pojawią się do czasu publikacji tego tekstu), jednak póki co nic oficjalnie w sprawie nie wiadomo. Nieoficjalnie jednak przyczynę pożarów wskazała firma Instrumental. Miałby nią być design urządzenia. Konkretnie jak problem wskazano decyzję by pozostawić zbyt mało miejsca na baterię. Mocno upraszczając, w trakcie używania akumulator potrafił minimalnie zwiększyć swoją objętość (co samo w sobie nie jest niczym niezwykłym) i pod wpływem ciśnienia sporadycznie dochodziło wtedy do samozapłonu. Wszystko w imię tego, żeby telefon z gigantycznym ekranem pozostał jak najmniejszy.

Zjawisko nadmiernej miniaturyzacji jest zresztą ostatnimi czasy powszechne także wśród innych producentów, choć może inne przykłady nie są tak spektakularne. Mimo to w mojej ocenie nadal należy je ocenić negatywnie. Zmniejszanie rozmiarów telefonów ma oczywiście na celu poprawę komfortu - raczej nikt nie chciałby korzystać ze smartfona o przekątnej wyświetlacza 5,5" oraz grubości 1,5 cm i szerokości ramki po 0,5 cm z każdej strony. Ostatnio jednak coraz częściej redukcja grubości czy szerokości urządzeń wydaje się być celem samym w sobie. Nie byłby to problem, gdyby nie cierpiała na tym funkcjonalność urządzeń (np. poprzez rezygnację z gniazda jack) czy wręcz ich bezpieczeństwo, tak jak w omawianym przypadku. Są po prostu pewne granice, które przekraczane być nie powinny.

Życie toczy się dalej, a po wybuchającym Samsungu Galaxy Note7 za niedługo pozostanie jedynie legenda.

Cały ten wywód prowadzi mnie do refleksji, że w ostatecznym rachunku takie trzęsienia ziemi jak afera z Note7 praktycznie nic nie znaczą. W końcu co nam przychodzi z tego, że do ludzi dotarło, że smartfony wybuchają? Nic, bo mało kto zastanowił się nad przyczyną. Co nam po tym, że ktoś wskazał zbyt ciasną konstrukcję jako przyczynę awarii? Znowu nic, bo pościg za miniaturyzacją w branży trwa nadal. Jasne, plusem jest to, że Samsung nie pozwoli sobie dwa razy na popełnienie tego samego błędu, ale i tak miną pewnie lata nim poradzą sobie z piętnem wybuchających smartfonów. Na dłuższą metę cała afera co najwyżej doprowadzi do niewielkich przetasowań w czołówce producentów urządzeń mobilnych, ale już widać, że te raczej nie będą zbyt wielkie. Po prostu życie toczy się dalej, a po wybuchającym Samsungu Galaxy Note7 za niedługo pozostanie jedynie legenda.

2
Zgłoś błąd
Liczba komentarzy: 44

Komentarze:

x Wydawca serwisu PurePC.pl informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Kliknij zgadzam się, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Kliknij polityka cookies, aby dowiedzieć się więcej, w tym jak zarządzać plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki.